O panie, nie jest oj nie jest dobrze. Burdel w mojej głowie nigdy nie wróży nic dobrego!
Radyjko zapodaje już świąteczny klimacik, który raz po raz przenosi mnie w dwie zupełnie przeciwne strony. Jedna ta urokliwie sentymentalna, z mnóstwem kolorowych gadżetów i bibelotów. Pześlicznych wspomnień i radosnych dni.
Ta druga, raczej czarna niż biała i bardziej smutna niż wesoła. Gdera mi jak nakręcona pozytywka, choć nic wspólnego z pozytywnymi emocjami nie ma. Wspomina o tym, że do szczęścia niewiele potrzeba. Szkoda, że niewiele to w tej chwili ocean próśb, pragnień i niezliczonych potrzeb. Nie materialnych, NIESTETY. Emocje to trudny temat, podobnie jak zakamarki w mojej głowie. Zupełnie ich czasem nie potrafię okiełznać...
Ale wrócę znowu do tej pierwszej, świąteczno-kiczowatej aury. Bo w sumie i tak nic mądrego nie wymyślę. Jeszcze długo nie. Niechaj zatem grudzień spełnia moje marzenia - te proste, prymitywne i małe. Bo mam takie, tych właśnie mam najwięcej. Niech cieszą, skoro tak niewiele już potrafi wywołać prawdziwy uśmiech radości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz