poniedziałek, 25 marca 2013

Moja modowa wiosna

Zza okna wiosna, na zewnątrz zima. Oh my lord, coś nie chcesz się zmiłować nad nami. Swoją drogą ciekawe jak Chrystus zmartwychwastałby podczas takiej wiosenki, która do zimy podobna się wydawać może. Trochę by te głazy przymarzły i zasypane śniegiem, opruszone zmarzliną. No ale Chrystus to Chrystus, wybrał sobie inną krainę do życia cwaniaczek. Tutaj w tych swoich sukienkach nie przetrwałby zbyt długo, albo hasło "ciungnie po rajtuzach" zagościłoby na dobre w słownikach.

Tak czy inaczej, bez względu na to, że nie żyję w cieplutkim Jerusalem - WIOSNA gości w moim sercu! Już jutro udaję się na konferencję prasową WARSAW FASHION WEEKEND jako wysłannik portalu kobieta.wieszjak.pl

Inspirujące modowe wydarzenie, mega się cieszę, że będę mogła uczestniczyć także w samym evencie. O szczegółach możecie poczytać w moim tekście:

http://moda.wieszjak.pl/aktualnosci/316824,Warsaw-Fashion-Weekend-po-raz-czwarty.html

Relacja z samego wydarzenia bankowo się tu pojawi, na portalu zapewne też. Póki co wiosenne foteczki z mojego Jerusalem :)

aaaaa no i niedługo jadę do domu, odświeżę swoje nadmorskie ego :)))








niedziela, 10 marca 2013

Staromiejska wyjebka

Powrót zimy. Taaaaak beznadziejny temat na fotoreportaż w mieście, gdzie spadło nieco ponad 5 centymetrów śniegu. Wodzona żyłką fotoreportera, a właściwie bardziej żyłką nazywającą się poczucie obowiązku, pognałam niczym zefirek na stare miasto upatrywać oznak tej przeokrutnej zimy. Zignorowałam brak rękawiczek (Ci, którzy dobrze mnie znają, że to mój absolutny must have nie tylko na mrozy), które pochłonęła ostatnia impreza... Na którą najwłaściwiej byłoby spuścic zasłonę milczenia, a na mnie samą zasłonę miłosierdzia....

Wracając do tematu zimy przeokrutnej (przy temperaturze ZERO stropni...) wylazłam na stare. Zero w ogóle mowy o zimie, ludziska tylko puchówki wyciągnęli z szafy i tyle. Śnieg w mini kupkach, i gdyby nie zmrok i świecące się gdzieniegdzie lampeczki cały urok szlag by trafił. I tak idę zniesmaczona planując odwrót w kierunku Chmielnej na zasłużonego pączka najlepszegonatymświecie... I łup, gruchnęłam na bruku. Że też do kurwy jednej nędzy EMU nie mają protektorów. Ciepło to nie wszystko.... Jednak. Dlatego szybciorkiem znalazłam się w całkiem uroczym miejscu i piję wino grzane <333

Tym sposobem zyskałam kilka nowych siniaków. Grunt jednak, że wiem skąd pochodzą, bo ten na policzku i ten na kolanie... To przysięgam nie pamiętam....
Ah ten piątek :)))

wtorek, 5 marca 2013

Szpan po chińsku


Bicester Village. Prestiżowy outlet z markowymi produktami pod Londynem. Ceny torebek rozpoczynają się tutaj od pięciuset funtów. Podczas tej wycieczki poczułam się jakbym znów miała sześć lat i buszowała na wiejskim bazarku z ukochaną babcią. W poszukiwaniu skarbów rzecz jasna.
Obserwując zakupowiczów stanowiłam radosny wyjątek. Nie, to nie z powodu braku wypełnionych siatek. Byłam po prostu Filipem wyskakującym z europejskich konopii. Pierwsze piętno to brak skośnych oczu (mimo wszystko mamo, dziękuję Ci, że na tatę wybrałaś europejczyka). Drugie piętno to brak dymnej zasłony na twarzy i długiej, żałobnej sukni, jakiej współczesnym muzułmankom nie udało się jeszcze wykreślić ze swojego dress codu. I tutaj też dziękuję, właściwie za to, że wychowano mnie w takiej, a nie innej kulturze.
Abstrachując od mojej "inności" i (o ironio!) niewątpliwej egzotyki, jaką stanowiłam w zakupowym miasteczku zagłady, obserwacje były zadziwiające. Tym biedakom już rąk brakowało, żeby utrzymać ogromne papierowe siaty. Prada, Michael Kors, Burberry, Fendi, Dolce&Gabbana. Dla skośnookich to normalka. Zainspirowana tym kulturowym szaleństwem postanowiłam zasięgnąć doświadczonego języka.
Według książki "Luksus. Dlaczego stracił blask." autorstwa Dany Thomas masowa obecność azjatyckich kupców na runku dóbr luksusowych ma bardzo proste wytłumaczenie. Dużo pracują, mieszkają w dziupelkach zamiast mieszkań, nie kupują drogich samochodów ani mebli. Dlatego noszą się tak, aby wszyscy skośni i nieskośni wiedzieli, że portfele mają powypychane swoimi jenami do tego stopnia, że aż się z nich wysypuje.
Swoją drogą nieźle by mnie rozbawił taki amant. Na sobie trencz od Burberry, torba Louis Vuitton i zamszowe cwaniaczki od Dolce, zaprasza do swojego gniazdka a tam... No właśnie, kiła z mogiłą. Skośni wobec tego skazani są na skośne. Wszyscy grają w jedną, uroczą gierkę. Złośliwi nazwaliby ich "pozerami". Pytanie jednak brzmi, czy azjatycki pozer jest gorszy niż europejski?
W dobie tolerancji odpowiedź powinna być jednoznaczna, ale chwila... Czy to nie w naszym parlamencie panoszy się afrykański poseł nie kryjący swojej homofobii? Ale się porobiło!