niedziela, 24 lutego 2013

The trouble is...

Yo think you have time. Powiedział podobno sam BUDDA. I tak krążę dziś pomiędzy wesolutkimi powiedzonkami a bazarowymi kwiatkami od PRADY od których w żaden sposób uciec nie mogę. Choć torsje gwarantowane, podobnie po tym jak oglądam brodzik od prysznica w mojej ULTRAnowej łazience.

Anyway, tak sobie właściwie spoglądam na ten cały kicz dookoła. I refleksji milion, wszystkie powodują ten znany już burdel w mojej głowie. O co chodzi? O co chodziiiii?????

To na pewno wszystko przez tych sąsiadów. Bajlando od wczoraj, repertuar raczej urozmaicony. Od prostej techniawki po "ore ore" i jeszcze z Abbą i Wasylem po drodze. Wczoraj muzę uciszyło potrójne gruchnięcie z pięści w ścianę. Dziś może lepiej zostanę w domu? Jescze praskie prostaczki zlinczują moje wybujałe nadmorskie ego, albo cholera wie co innego...

"Dalej, dalej cukiereczku!" To teraz moje życie. Pędząc na autobus, z laptopem pod pachą nie udało mi się jeszcze nie paść ofiarą zalotów tutejszej elity. To dopiero łechta moje ego, mmmm. Dramat. Kurdę, gdyby tylko miał wszystkie zęby, albo chociaż jedynki i dwójki. Było wleczone? ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz