Tylko... WHRE IS MINE? :)
czwartek, 28 lutego 2013
środa, 27 lutego 2013
Come to see victory, in the life called fantasy <3
Przypadki chodzą po ludziach. Po niektórych drepczą, po innych łażą, a po reszcie galopują. Galopują, o tak. Na moim terenie przypadki urządziły sobie ostatnio uroczą orgietkę. I chyba to nawet polubiłam, z całym tym dobrodziejstwem inwentaża w pakiecie.
I tak jak mi ten wspomniany już wcześniej bezzębny Klemens zapowiedział, lecę, lecę. No, w końcu cukiereczkiem jestem. Chociaż w tym układzie motyl albo inny wróbelek byłby bardziej porządany.
Wracając do przypadków to nie wiem, ile z ostatnich wydarzeń mogłabym podciągnąć pod tę orgietkę, ale... Sporo się dzieje, właściwie należałoby się zastanowić, co jest zsługą nadmorskiego ego a co jedynie obecnością zajaranego uczestnika orgietki. Przypadki mam na myśli wciąż oczywiście.
No tak, zawsze byłam zdania, że nic się nie dzieje przypadkiem. Ewentualnie ptak mi może narobić na czuprynę przypadkiem, choć i to wątpliwe się okazać może, bo przecież zawsze mgłam stać krok dalej.
Krok dalej, no właśnie. Chyba jestem już krok dalej. I cieszę się, że już nie podaję tych zup z prochu i mięcha. A najbardziej się cieszę, że nie śmierdzę frytkami! Chryste, jak się cieszę!!!
I tak jak mi ten wspomniany już wcześniej bezzębny Klemens zapowiedział, lecę, lecę. No, w końcu cukiereczkiem jestem. Chociaż w tym układzie motyl albo inny wróbelek byłby bardziej porządany.
Wracając do przypadków to nie wiem, ile z ostatnich wydarzeń mogłabym podciągnąć pod tę orgietkę, ale... Sporo się dzieje, właściwie należałoby się zastanowić, co jest zsługą nadmorskiego ego a co jedynie obecnością zajaranego uczestnika orgietki. Przypadki mam na myśli wciąż oczywiście.
No tak, zawsze byłam zdania, że nic się nie dzieje przypadkiem. Ewentualnie ptak mi może narobić na czuprynę przypadkiem, choć i to wątpliwe się okazać może, bo przecież zawsze mgłam stać krok dalej.
Krok dalej, no właśnie. Chyba jestem już krok dalej. I cieszę się, że już nie podaję tych zup z prochu i mięcha. A najbardziej się cieszę, że nie śmierdzę frytkami! Chryste, jak się cieszę!!!
poniedziałek, 25 lutego 2013
So take a chance and don't ever look back.
Oby mój zapał był nieco mniej słomiany niż Biskupin. Mam dwa dni na ogarnięcie tematu. A właściwie jeden cały i tę nędzną resztkę, która pozostała po najgorszym dniu tygodnia, który dziś okazał się dla mnie najlepszy.
Trzy litery C K M.
Szansa albo porażka. Let's see, shall we?
Trzy litery C K M.
Szansa albo porażka. Let's see, shall we?
niedziela, 24 lutego 2013
The trouble is...
Yo think you have time. Powiedział podobno sam BUDDA. I tak krążę dziś pomiędzy wesolutkimi powiedzonkami a bazarowymi kwiatkami od PRADY od których w żaden sposób uciec nie mogę. Choć torsje gwarantowane, podobnie po tym jak oglądam brodzik od prysznica w mojej ULTRAnowej łazience.
Anyway, tak sobie właściwie spoglądam na ten cały kicz dookoła. I refleksji milion, wszystkie powodują ten znany już burdel w mojej głowie. O co chodzi? O co chodziiiii?????
To na pewno wszystko przez tych sąsiadów. Bajlando od wczoraj, repertuar raczej urozmaicony. Od prostej techniawki po "ore ore" i jeszcze z Abbą i Wasylem po drodze. Wczoraj muzę uciszyło potrójne gruchnięcie z pięści w ścianę. Dziś może lepiej zostanę w domu? Jescze praskie prostaczki zlinczują moje wybujałe nadmorskie ego, albo cholera wie co innego...
"Dalej, dalej cukiereczku!" To teraz moje życie. Pędząc na autobus, z laptopem pod pachą nie udało mi się jeszcze nie paść ofiarą zalotów tutejszej elity. To dopiero łechta moje ego, mmmm. Dramat. Kurdę, gdyby tylko miał wszystkie zęby, albo chociaż jedynki i dwójki. Było wleczone? ;)
Anyway, tak sobie właściwie spoglądam na ten cały kicz dookoła. I refleksji milion, wszystkie powodują ten znany już burdel w mojej głowie. O co chodzi? O co chodziiiii?????
To na pewno wszystko przez tych sąsiadów. Bajlando od wczoraj, repertuar raczej urozmaicony. Od prostej techniawki po "ore ore" i jeszcze z Abbą i Wasylem po drodze. Wczoraj muzę uciszyło potrójne gruchnięcie z pięści w ścianę. Dziś może lepiej zostanę w domu? Jescze praskie prostaczki zlinczują moje wybujałe nadmorskie ego, albo cholera wie co innego...
"Dalej, dalej cukiereczku!" To teraz moje życie. Pędząc na autobus, z laptopem pod pachą nie udało mi się jeszcze nie paść ofiarą zalotów tutejszej elity. To dopiero łechta moje ego, mmmm. Dramat. Kurdę, gdyby tylko miał wszystkie zęby, albo chociaż jedynki i dwójki. Było wleczone? ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


